Po horyzont i dalej! |
Przygoda z motocyklem |
Nie mogło być inaczej. Oczywiście musiało padać, kiedy wracałem z pracy. Cóż to jednak dla dzielnego motocyklisty! Spodnie, kurtka, kask… i w drogę.
Kiedy pada, miasto jest jeszcze bardziej zakorkowane, niż zwykle. Samochody pełzną, autobusy rozchlapują wodę, wycieraczki pracowicie przecierają szyby… A w tym wszystkim ja, ostrożnie i uważnie przeciskałem się między samochodami.
Znajomość nawierzchni w takiej sytuacji bardzo się przydaje. Wiem na przykład, że na pewnym odcinku Alei potworzyły się już koleiny i że będzie tam stała woda. Należy więc ten kawałek przejechać ostrożnie, najlepiej środkiem pasa, nie pchać się ponad potrzebę…
Kiedy tak pokonywałem kolejne metry, wsłuchany w bębnienie kropel o kask, zauważyłem ciekawą rzecz. Może mi się tylko zdaje, ale kierowcy samochodów byli dzisiaj nad wyraz uprzejmi, co rusz któryś ustępował miejsca, pozwalał się przepchnąć obok czy wręcz wpuszczał przed siebie na pas. Czyżby żal im było biednego moknącego motocyklisty? Czy myśleli sobie “Ten to dopiero ma przerąbane, może puszczę go, niech biedak szybciej dotrze pod dach”?
Nie wiedzą, że jazda w deszczu, chociaż męcząca i upierdliwa, ma swoisty urok. I można się nią cieszyć!